Laos

Vang Vieng – tubing, clubbing i inne takie

dsc_5932-edit
Podziel się z innymi 🙂Email this to someoneShare on TumblrPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Facebook

Z kolonialnego Luang Prabang do kolejnego przystanku naszej podróży – Vang Vieng, dostaliśmy się w 7 (długich) godzin. Tyle czasu potrzeba, by klimatyzowany (rzygo)bus pokonał 200 kilometrów mocno krętej, często dziurawej drogi (cud, że jest!) pośród laotańskich gór. Z poobijanymi głowami i odwróconymi żołądkami wysiedliśmy na środku głównej ulicy miasta. Mimo późnej pory widać było, że z najładniejszego miasta w Laosie trafiliśmy do najbrzydszego w tym kraju i jednego z brzydszych w całej Azji południowo-wschodniej.

Czytaj dalej!

Laos

Luang Prabang – po obu stronach Mekongu

dsc_5179-edit
Podziel się z innymi 🙂Email this to someoneShare on TumblrPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Facebook

Do Luang Prabang dotarliśmy po dwudniowym spływie Mekongiem, który zaczyna się tuż przy granicy z Tajlandią, w Huay Xai. To niewielkie miasto na północy, liczące nieco ponad 50 tysięcy mieszkańców, było dawniej stolicą Laosu. I choć w 1975 roku utraciło ten tytuł, wciąż jest największą atrakcją kraju, przez niektórych określaną nawet perłą Azji południowo-wschodniej. W 1995 roku Luang Prabang wpisano w całości na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Czytaj dalej!

Laos

Sabadi Laos – leniwy spływ Mekongiem

dsc_4701
Podziel się z innymi 🙂Email this to someoneShare on TumblrPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Facebook

Po blisko dwóch miesiącach spędzonych w Tajlandii, ku końcowi zbliżał się okres ważności i tak już przedłużonej przez nas wizy. Z nieukrywaną ekscytacją kierowaliśmy się w stronę Laosu. Chcieliśmy w końcu poczuć egzotyczną Azję, której nie udało nam się zaznać w zaskakująco rozwiniętej Tajlandii. Z Chiang Mai, z przystankami w Chiang Rai i Phayao, dotarliśmy późnym wieczorem do Chiang Kong, gdzie znajduje się granica tajsko-laotańska. Rano mieliśmy ruszyć dalej.

Czytaj dalej!

Tajlandia

Pai(ridise) – 762 zakręty do backpackerskiego raju

dsc_1160
Podziel się z innymi 🙂Email this to someoneShare on TumblrPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Facebook

Z Pai położonym na północy Tajlandii jest podobnie jak z opisywaną już przez nas zatoką Tonsai na drugim krańcu kraju. Wielu mówi, że to prawdziwy raj dla backpackerów, ich mekka i azyl w tej części kontynentu. Fenomen miasteczka jest na tyle powszechny, że ciężko podróżując choć trochę po Tajlandii o nim nie usłyszeć, nie pojechać i… się nie zachwycić. Nawet jeśli nie do końca jesteśmy w stanie opisać, skąd bierze się ta silna chemia, którą i my poczuliśmy do Pai.

Czytaj dalej!

Tajlandia

Prachuap Khiri Khan – tajska prowincja bez tłumów

dsc_9443
Podziel się z innymi 🙂Email this to someoneShare on TumblrPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Facebook

Z południa Tajlandii wracaliśmy powoli na północ kraju autostopem. Znajomi, którzy nam w tym czasie towarzyszyli, wracali powoli do Polski, kończył się też nasz urlop, po którym mieliśmy zamieszkać na dłużej w mekce digital nomadów – Chiang Mai. Jednym z przystanków na trasie z rajskiego Tonsai Bay było miasto Prachuap Khiri Khan.

Czytaj dalej!

Tajlandia

W Tonsaiu jak w raju

dsc_9089-edit
Podziel się z innymi 🙂Email this to someoneShare on TumblrPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Facebook

Z Bangkoku wyruszyliśmy na południe Tajlandii jak zwykle bez dokładnego planu, mając za to jeden konkretny cel – Tonsai Bay. Nad zatokę z pocztówkowymi widokami dotarliśmy autostopem z tygodniowego przystanku na rajskiej wyspie Koh Phayam, podobnie jak większość podróżujących w ten region – z krótkim przystankiem w mieście Krabi. To, jak się okazało, mimo swojej popularności nie ma do zaoferowania nic poza ogromnym nocnym marketem pod turystów (na którym jakość jedzenia pozwoliła nam zresztą mocno przetestować zawartość przywiezionej z Polski apteczki) i możliwością kupienia dziesiątek wycieczek typu 4 Islands (do jednej z nich jeszcze wrócimy) czy na zatłoczoną Koh Phi Phi, którą grała w Niebiańskiej Plaży z Leonardo diCaprio.

Czytaj dalej!

Tajlandia

Koh Phayam – raj (jeszcze) nieodkryty

DSC_8504
Podziel się z innymi 🙂Email this to someoneShare on TumblrPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Facebook

Tajlandia to kraj ponad 500 wysp – małych i dużych, z drobnym piaskiem, krystalicznie czystą wodą, kołyszącymi się z lekkim wiatrem palmami i małymi klimatycznymi barami przy plaży. Kraj wysp głównie turystycznych, choć jak udowodnimy tym postem – niekoniecznie.

Czytaj dalej!

Tajlandia

Świątynia Doi Suthep, czyli tajska Częstochowa

DSC_0592
Podziel się z innymi 🙂Email this to someoneShare on TumblrPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Facebook

O przedawkowaniu buddyjskich świątyni już pisaliśmy. Wobec kolejnej z nich byliśmy jednak totalnie bezsilni. Musieliśmy zobaczyć Doi Suthep, bo ponoć roztacza się z niej niesamowity widok na Chiang Mai. O epickości panoramy wnioskowaliśmy, spoglądając na błyszczącą złotem budowlę z balkonu naszego apartamentu w mieście.

Najlepszą okazją wypadu do Doi Suthep było spotkanie ze znajomymi z Polski, którzy wpadli na kilka dni do Chiang Mai. Wspólnie spędzona aktywna niedziela – taki był plan. Podobnie jednak pomyślało milion Tajów spotkanych na szczycie. O tym, czemu nie spotkaliśmy ich po drodze, zaraz napiszemy. Ale po kolei…

Czytaj dalej!

Tajlandia

Amphawa – market na rzece Mae Khlong

cover
Podziel się z innymi 🙂Email this to someoneShare on TumblrPin on PinterestShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on Facebook

Dwa pełne dni spędzone w Bangkoku wystarczyły, by poczuć zachwyt największą tajską metropolią i jednocześnie mieć dosyć tempa, w jakim żyje miasto. Potrzebowaliśmy szybkiej ucieczki od wszechobecnego gwaru i przytłaczającej ilości ludzi oraz samochodów dookoła. Idealnym miejscem na spokojną, leniwą sobotę miała być niewielka Amphawa, w której w weekendy odbywa się floating market, czyli targ na wodzie. Po nieco ponad dwóch godzinach drogi (z morderczą klimatyzacją) byliśmy na miejscu. Pierwsze wrażenie? Jak tu spokojnie (wow), jak tu nawet kameralnie (wow, wow), a potem było już tylko lepiej i smaczniej.

Czytaj dalej!